księdza. Zabrakło nawet życzliwości.
Bo to ogromy wstyd przed rodziną i sąsiadami, że on tak źle skończył. Najczęściej pracował z Andrzejem, u księdza. Zabrakło nawet życzliwości. O tworzeniu lokalnej społeczności chętnie opowiadali kolejni burmistrzowie. Wzroku nie leczył, bo nie miał za co. Kiedy wyrzucili ich z noclegowni, dbanie o siebie straciło sens. Jeść zaczęli systematycznie. Proboszcz pochwalił, policjantom też było trudniej o pretekst do interwencji.19.11.2006. 00:46